czwartek, 3 kwietnia, 2025
info@echogminopolskich.pl
Popielów

Garaż był jedną wielką kulą ognia, nie było czego ratować

Garaż był jedną wielką kulą ognia, nie było czego ratować

– wspomina jeden z popielowskich strażaków uczestniczący w gaszeniu pożaru, który wybuchł około 3. nad ranem w niedzielę 25 listopada w Popielowie przy ul. Kamieniec.

Ogień strawił garaż wraz z kotłownią. W pomieszczeniu stały dwa samochody firmowe – busy oraz mnóstwo sprzętu i maszyn budowlanych. Garaż był magazynem firmowym, przechowywano w nim cały sprzęt potrzebny do prac budowlanych. Spłonął niemal cały dorobek życia właścicieli.

Na szczęście, nikomu nic się nie stało, choć gospodarz doznał pewnych obrażeń, kiedy chciał ratować płonący już samochód. Obrażeń doznali także strażacy z OSP w Starych Siołkowicach, na których przewróciła się ściana szczytowa budynku. Zostali opatrzeni na miejscu. Najbardziej poszkodowani zostali odwiezieni do szpitala, gdzie udzielono im pomocy medycznej. Na szczęście obrażenia nie były poważne.

To był duży pożar, zupełnie się tego nie spodziewaliśmy. Dostaliśmy zawiadomienie, że pali się szopa, jednak kiedy znaleźliśmy się około półtora kilometra od miejsca zdarzenia, zobaczyliśmy wielką kulę ognia. Już wiedzieliśmy, że sprawa będzie trudna i potrzebujemy więcej wsparcia od PSP w Opolu, która zadysponowała do akcji dwa samochody. Wszystko przez to, że pożar został zgłoszony na telefon alarmowy, tam dyspozytor nie pyta o szczegóły, co się dokładnie pali i z jaką intensywnością. Po prostu zgłasza pożar do PSP i ta, w oparciu o uzyskane informacje, planuje akcje. Gdyby pożar został zgłoszony pod numer 998, dyspozytor dokładnie by dopytał o szczegóły, co się pali, w jakim miejscu, jakie pomieszczenie itp. Wtedy od razu byłoby wiadomo, z czym na miejscu strażacy będą mieć do czynienia i ile jednostek wysłać do akcji – mówi strażak z OSP w Popielowie, który wraz z pięcioma towarzyszami jako pierwszy przybył na miejsce zdarzenia.

To był straszny widok. Właściciele na własną rękę, zanim przyjechaliśmy, próbowali ratować dobytek. Pomagali im również policjanci, którzy przybyli na miejsce zdarzenia. Gospodarz wsiadł do samochodu, chcąc nim wyjechać w bezpieczne miejsce. Chyba nawet nie zauważył, że ten zaczyna płonąć od środka. Poparzył sobie plecy. Widzieliśmy jak płonie garaż, wiedzieliśmy, że w nim jest dorobek życia właścicieli, ale ogień był tak wielki, że nie można była już niczego uratować. W garażu wybuchła butla z gazem. Skupiliśmy się na zabezpieczeniu stodoły i wiaty z trocinami oraz budynku mieszkalnego. Nie można było dopuścić do rozprzestrzenienia się ognia. Temperatura płonącego garażu była bardzo wysoka, pod jej wpływem pękła szyba w oknie domu – opowiada. Na pytanie, co czuje strażak podczas akcji, jak radzi sobie ze stresem i czasem ze strachem, rozmówca odpowiedział:

Człowiek nie ma czasu na myślenie, jest adrenalina, niepokój, co się zastanie na miejscu, ale potem jest akcja. Trzeba działać, współpracować, myśli o niebezpieczeństwie na chwilę uciekają.

Pożary, które wybuchają nocą, są dla strażaków większym wyzwaniem.

Trzeba się rozbudzić, ubrać, pozbierać trochę, ogarnąć. To wszystko trwa trochę dłużej, niż w dzień, kiedy człowiek jest kompletnie rozbudzony i przytomny. A przecież każda minuta, a nawet sekunda jest ważna.

W akcji uczestniczyły jednostki z Popielowa, Starych Siołkowic, Opola i Karłowic.

Gaszenie pożaru trwało kilka godzin. Strażacy z OSP w Popielowie wrócili do bazy około 10 rano. Sprawę przejęła Komenda Miejska Policji w Opolu. Pożar określono jako duży, czyli najgroźniejszy z możliwych.

Trudno zgadywać, co było przyczyną wybuchu ognia. Strażacy mówią, że najczęstszą z przyczyn jest spięcie instalacji elektrycznych. Wystarczy czasem jedna iskra, która zaczyna prażyć najczęściej gumową osłonę drutu.

Najważniejsze jednak, że ogień tym razem nie pochłonął życia. I jest nadzieja, że dobrzy ludzie i mądre instytucją pomogą wyprostować sytuację bytową ofiar pożaru.

Zdjęcia pochodzą z fb OSP Karłowice

 

Echo Gmin Opolskich

Dodaj komentarz