piątek, 4 kwietnia, 2025
info@echogminopolskich.pl
Ciekawostki

Pralka dla żony pod choinkę

Pralka dla żony pod choinkę

„Wählen Sie John’s Volldampf Waschmaschine als Weihnachtsgeschenk. Es gibt nichts praktischeres!” czyli „Wybierzcie Państwo pralkę John’s Volldampf jako prezent pod choinkę. Nie ma nic praktyczniejszego!” – tak zachęcał klientów kupiec Reinhold Pletz w ogłoszeniu zamieszczonym w opolskiej Gazecie Miejskiej (Stadt-Blatt) z 18 grudnia 1907, czyli równo 110 lat temu.

Rok 1907 to były piękne czasy kajzera Wilusia (cesarza Wilhelma II), który wśród wielu tytułów miał też tytuł „suweren i wielki książę Śląska”. Zwykli ludzie nie myśleli jeszcze wówczas wcale o zbliżającej się wojnie światowej, choć Plan Schlieffena, według którego miała się ona toczyć, leżał gotowy w tajnym archiwum już w 1905 roku.

Reinhold Pletz handlował nie tylko pralkami, ale też wyżymaczkami, maglownicami, żelaznymi piecami, sankami, łyżwami etc. Miał sklep przy Moście Odrzańskim, czyli tym, który łączył obecną ul. Piastowską z Zaodrzem. Z czasów mojego dzieciństwa (przełom lat 50. i 60.) pamiętam, że obok mostu, tam, gdzie dziś jest restauracja „Starka”, był duży sklep AGD. Być może wcześniej tam właśnie był sklep Reinholda Pletz’a.

Nie zamieściłem tu całego ogłoszenia, a tylko rysunek z niego. Widzimy na nim, jak pan mąż wyjaśnia zachwyconej żonie sposób obsługi pralki. Wierzchnia pokrywa jest zdjęta i widać otwarty bęben umocowany w pojemniku na wodę. Do bębna wkładano brudne rzeczy i po zamknięciu jego dwuskrzydłowych drzwiczek, wlewano wodę do pojemnika. Do wody dodawano mydło i zakładano na pojemnik pokrywę. Potem rozpalano ogień w palenisku pod pojemnikiem i już można było kręcić korbą. Woda z mydłem robiła się gorąca, bęben kręcił się i było nowocześnie.

Nowoczesność oznaczała też oszczędność. W Opolskiej Gazecie Powiatowej (Oppelner Kreis-Blatt) z 29 grudnia 1910, kupiec Schneider, który miał wtedy sklep w Opolu przy ul. Krakowskiej 36, namawiał klientów podopolskich wsi do kupna pralki John’s Volldampf, tłumacząc, że pranie przy jej pomocy, w stosunku do tradycyjnego prania ręcznego, oznacza ponad dwukrotne skrócenie czasu prania, zużycia opału na grzanie i zużycia mydła.

Kupiec Schneider prawdopodobnie handlował głównie towarami kolonialnymi, alkoholami i amunicją myśliwską. Był jednak blisko dworca i miał telefon (nr 230). Być może było więc tak, że miał w sklepie tylko katalog jakiegoś większego wrocławskiego kupca, zajmującego się pralkami. Gdy był klient na pralkę, kupiec Schneider telefonował do Wrocławia i następnego dnia rano odbierał zamówioną pralkę na opolskim dworcu.

Na uwagę zasługuje też nazwa pralki, czyli „Volldampf”, w dosłownym tłumaczeniu „Pełna para”. Gdy w 1978 roku Krzysztof Krawczyk śpiewał na opolskim festiwalu „statkiem na parę w piękny rejs”, to wspominał czasy swego dziadka. Para była już znakiem minionej epoki. Ale sto lat temu para oznaczała nowoczesność. To były czasy parowozów, parostatków i fabrycznych maszyn parowych. Marka Volldampf miała chyba podkreślać nowoczesność pralki. Raczej nie oznaczała, że była ona na parę. Spotyka się jednak artykuły, których autorzy, na postawie nazwy Volldampf, wnioskują, że była to pralka parowa. Wydaje mi się, że to błąd.

Ani kupiec Schneider, ani nawet kupiec Reinhold Pletz, nie byli chyba najważniejszymi kupcami branży AGD w Oppeln początku XX wieku. Najważniejszy w tej branży był zapewne sklep przy opolskim rynku pod numerem 21 (dziś jest w tym miejscu lokal o nazwie Western Tortilla). Sklep nazywał się „Haus- und Küchenmagazin,” a prowadził go do lipca 1908 roku Hans Cabalzar, a potem Paul Hoffmann. Wszystkie pozostałe zamieszczone tu rysunki, są z reklam tego właśnie sklepu.

Rysunek, na którym mama ustawia przy pralce córkę (chyba w wiek 9-10 lat), pochodzi z reklamy, którą Paul Hoffmann opublikował 11 lutego 1914. Pralka była z firmy Kraus. Drugi rysunek, z młodszą córeczką (7-8 lat), pochodzi z reklamy opublikowanej przez Paula Hoffmanna 31 października 1908. Obok widocznej na rysunku dłoni był w reklamie napis: „Die Perle aller Waschmaschinen ist und bleibt die Kelch’sche Dampfwaschmaschine”. Przetłumaczyłbym to tak: „Perłą wśród wszystkich pralek jest i będzie pralka parowa Kelch’a”.

Na rysunku z młodszą córeczką, jest praktyczna porada. Gdy córeczka jest jeszcze zbyt niska do korby, to należy postawić ją na stołeczku (ryczce) i wtedy da radę kręcić korbą, nawet lewą ręką, bo tak lekko ta wspaniała pralka chodzi. Dziś takiej pralki nie nazwano by pralką parową. Dziś sprzedawano by ją jako eko-pralkę, gdyż nie zużywa prądu, a palić można pod nią grubszymi patykami, czyli odnawialnym eko-paliwem.

Wszystkie opisane pralki nadawały się do użycia wyłącznie na podwórku, gdyż nie były podłączane do komina. Wprawdzie drewna spalano w nich niewiele, ale i tak zadymiłyby cały dom. Przypuszczam jednak, że dawni producenci pralek uwzględnili fakt, że kręcić korbą pralki na dworze, podczas zimy, czy nawet listopadowej słoty, nie jest przyjemnie. Góra pralki, czyli pojemnik na wodę z bębnem i pokrywą, dawała się chyba oddzielić od dołu, czyli paleniska. W reklamie, którą 28 września 1907 roku opublikował jeszcze Hans Cabalzar, pokazana była sama górna część pralki, bez paleniska. Samą górę można było postawić w kuchni na piecu i w ten sposób grzać wodę w pralce.

Postawienie góry pralki na kuchennym piecu miało i tę zaletę, że „silnik pralki” pracował wówczas pod czujnym okiem mamy. Była też wtedy płynna regulacja obrotów i to na polecenie głosowe. Mama mówiła „szybciej” i bęben kręcił się szybciej. Mama mówiła „trochę wolniej” i bęben kręcił się trochę wolniej. W dzisiejszych pralkach aż takiej automatyki nie ma.

We wspomnianym już ogłoszeniu pana Cabalzara był też rysunek innego urządzenia, związanego z praniem, a mianowicie wyżymaczki. Podobnie jak wspomniane pralki, tak i wyżymaczki, były wynalazkiem amerykańskim. Ta na rysunku z ogłoszenia pana Cabalzara, to „Wringer Amerika”, czyli „wyżymaczka Ameryka”. Przykręcało się ją do blatu stołu kuchennego za pomocą dwóch śrub, widocznych na obu jej końcach. Niemieckie słowo „Wringer”, oznaczające wyżymaczkę, przyszło zapewne do Niemiec wraz z samym urządzeniem. Po angielsku wyżymaczka to także „wringer”.

Choć nie ma to związku z pralkowym tematem, to warto dodać, że sklep panów Cabalzara – Hoffmanna pełnił w Oppeln przed stu laty pewną szczególną rolę. Gdy ktoś miał wolny pokój, czy mieszkanie do wynajęcia, to zgłaszał się z tym do tego właśnie sklepu. Panowie Cabalzar i Hoffmann byli w stałym kontakcie z redaktorem Gazety Miejskiej (Stadt-Blatt) i przekazywali mu do publikacji wszystkie ogłoszenia mieszkaniowe.

Na koniec kilka słów o historii pralek. W XIX wieku, gdy zaczęto konstruować pierwsze pralki, szukano różnych rozwiązań. Chodziło o to, by pralka jak najlepiej prała, ale i o to, by nie była zbyt droga. Wiadomo było, że pierze się tym skuteczniej, im mocniej woda uderza w praną tkaninę. Podczas uderzania w tkaninę woda odrywa z niej cząstki brudu. Jeśli uderza słabo, to odrywa tylko te z wierzchu. Do brudu ukrytego w szparach między nitkami już nie sięga.

Wśród wszystkich wymyślonych pralek wyróżniły się dwa typy. Wirnikowe, w których woda wraz z pranymi rzeczami wprawiana była w ruch wirnikiem, kręcącym się w dnie pojemnika z praniem. Tak działała np. popularna Frania. Drugim typem pralek były pralki bębnowe, w których bęben wypełniony rzeczami do prania obracał się w pojemniku z wodą. Pralki wirnikowe były tańsze w produkcji, ale prały mniej skutecznie niż bębnowe. Ponadto pralki bębnowe mogły pełnić też funkcję wirówek, a wirnikowe nie.

Warto zauważyć, że pralki sprzedawane w Oppeln ponad sto lat temu, były z tego lepszego typu, czyli z bębnowych. Z czasem córeczkę kręcącą korbą zastąpiono silnikiem elektrycznym, a palenisko z drewienkami, grzałką elektryczną, ale główna idea pozostała bez zmian.

Piotr Badura

Echo Gmin Opolskich

Dodaj komentarz