Okres bożonarodzeniowy był dawniej szczególnie dochodowy dla cukierników. Nawet dziś mają oni wtedy większe obroty, ale kiedyś różnica była większa. Dziś np. rzadko dekorujemy choinki słodyczami, a sto lat temu robiono tak bardzo często. Potem słodycze zjadano, więc co roku potrzebny był nowy komplet ozdób.
W Oppelner Kreis-Blatt z 18 grudnia 1884, ogłosił się znany opolski cukiernik Herrmann Roelle. Miał on sklep przy obecnej ul. Koraszewskiego (wtedy Oderstrasse), w miejscu obebnej księgarni św. Jacka. Co ciekawe, z drugiej strony ulicy w narożnym budynku (róg obecnych Koraszewskiego i Katedralnej) handlował inny znany cukiernik – Herrmann Beyer. No ale wiadomo, że przy kościele to jedna z najlepszych lokalizacji dla cukiernika.
Dawne nazwy wyrobów cukierniczych mogły znaczyć co innego niż dziś. Herrmann Roelle polecał np. świetne konfitury do zdobienia choinek (Feine Confitüren zur Ausschmückung von Christbäumen). Dziś konfitura to coś jak dżem. Nie da się nią zdobić choinki.
Ciekawe są też polecane przez pana Roelle rybie pierniki (Fischpfefferkuchen). Trudno uwierzyć w pierniki z ryb. Już kiedyś miałem taką zagadkę. Piwowarzy tuż przed Bożym Narodzeniem oferowali rybie piwo (Fischbier). Ustaliłem wtedy, że nie było to piwo z ryb, ale słodkie piwo do gotowania ryb na Wigilię. Rybie pierniki też pewnie do tego służyły.
Moczkę, tradycyjną śląską potrawę bożonarodzeniową, w różnych częściach Śląska przyrządzano różnie, ale pierniki, piwo i wywar z gotowanych głów karpi były często w użyciu. Czy były tu jakieś związki z kuchnią żydowską? Karp po żydowsku w naszej okolicy był na słodko.
Jeśli ktoś wie coś o rybich piernikach, to proszę o kontakt na tel. 606-977-733 lub e-mail: beczka@ceti.com.pl
Piotr Badura