10 września w Gminnej Bibliotece Publicznej w Popielowie odbyło się niezwykle interesujące i dość nietypowe spotkanie literackie z Karoliną Wilczyńską, znaną autorką kilkunastu powieści obyczajowych, m.in.: seriii powieściowych „Stacja Jagodno”, „Kawiarenka za rogiem”,” Rok na Kwiatowej”, serię z Nataszą, „Dotyk słońca”, „Rachunek za szczęście, czyli Caffe Latte”, „Właśnie dziś, właśnie teraz”, „Ta druga” i inne.
Pisarka ukończyła Akademię Ekonomiczną w Krakowie. Jest również trenerką, terapeutką i wykładowcą uniwersyteckim. Prowadzi wykłady z komunikacji społecznej. Założyła fundację „Efekt motyla”, której jest prezeską, choć zapowiada, że powoli oddaje stery w młodsze ręce. Fundacja zajmuje się głównie pomaganiem młodzieży. Karolina Wilczyńska w 2013 roku została Ambasadorką kampanii społecznej „Książka jest kobietą”, promującej czytelnictwo. Pisze o kobietach, ale nie tylko dla kobiet, jak mówi, mężczyźni powinni również sięgnąć po jej powieści. Pozwoli im to lepiej zrozumieć skomplikowany świat kobiecych emocji. Bo to one są w centrum zainteresowania autorki. Zna je doskonale. rzec można, od podszewki. Wiedzę o nich zbudowała w oparciu o własne doświadczenia i zdobyła w gabinecie terapeutycznym podczas prowadzenia terapii.
– Jestem normalną kobietą, taką jak wy, niczym się od was nie różnię. Nie jestem idealna i nie mam idealnego życia, jak niektórzy myślą. Czasami jestem kapryśna, bywam złośliwą zołzą, wiedzą o tym najbliżsi. Borykam się z problemami tymi większymi i mniejszymi, przeżywam skrajne emocje, ich świat nie jest mi obcy. Jestem w nim zanurzona. I wiedzcie panie, że nie ma idealnych kobiet na świecie i nie ma idealnego życia. Dlatego nie warto się przejmować swoimi niedoskonałościami i tym, czego w życiu nie mamy. Cieszmy się każdą chwilą, doceńmy siebie, pokochajmy, porozpieszczajmy się trochę. Warto w życiu dawać sobie przyjemność. Obojętne, co by to nie było. Każdy lubi co innego. Niech to będzie zwykły spacer albo spotkanie w klubie dyskusyjnym raz w tygodniu. Cokolwiek, najważniejsze, żebyśmy ten czas zarezerwowały dla siebie i pokazały bliskim, że jest dla nas ważny i że z niego nie zrezygnujemy, choćby nagle w tym czasie wyrósł nieoczekiwanie las potrzeb – od takiej odezwy do pań rozpoczęła swoje spotkanie autorskie Karolina Wilczyńska. I takim torem ono pobiegło. Owszem, autorka opowiadała o swoich powieściach, o ich bohaterach, ale ta opowieść miała charakter terapeutyczny. Książki były właściwe tylko pretekstem, nośnikiem potężnej dawki pozytywnej energii i terapeutycznych zaleceń. Pierwszy raz byłam na takim spotkaniu i powiem szczerze, bardzo mi ono przypadło do gustu. Uczestniczkom spotkania również. Zasłuchałyśmy się, coś w głowach zaczęło pewnie niejednej buzować, jakieś światełka przebłyskiwać. Widać to było po wlepionych w autorkę oczach, szczerych uśmiechach na twarzy, częstym potakiwaniu głowami, częstymi komentarzami. Humorystycznymi i bardziej refleksyjnymi.
– Nie dajmy się zwariować różnym mistrzom, którzy wiedzą, co dla nas najlepsze. Poradniki krzyczą: jesteś wielka, dasz radę, sukces jest na wyciągnięcie ręki, możesz zrobić wszystko, jesteś doskonała, piękna itp. No tak, a ty podchodzisz do lustra, gapisz się na swoje odbicie i jakoś tej doskonałości nie widzisz. Tu coś zwisa, tam się zmarszczki pojawiły… I gdzie tu ideał? No właśnie, ideał to mit. I lepiej się z tym pogódźmy, zanim na oślep za nim podążać.
Masz osiągać tu i teraz szczyty? Ale jakie? I po co? A może dla ciebie szczytem będzie wygospodarowanie wolnego czas albo wyprawa do lasu? I tak jest dobrze, jeśli uda ci się zrealizować swoje pragnienie, jakiekolwiek by nie było, to osiągnęłaś swój szczyt. Ale jeśli chcesz wystąpić w wiadomościach i to jest twój szczyt, to też dobrze. Tylko nic od razu się nie dzieje. W jednej chwili nie wywrócisz swojego świata do góry nogami, nie osiągniesz sukcesu w pięć minut. To proces i konsekwentna praca. Małymi kroczkami, po trochu. Nie ma co się stresować – podawała kolejne wskazówki autorka.
Mówiła jeszcze o bohaterach swoich książek, o babci Róży ze Stacji Jagodno. Wyjaśniła skąd jej fenomen, dlaczego czytelniczki ją uwielbiają i proszą, abym broń Boże nie uśmiercała jej w ostatnim tomie serii.
– Babcia Róża jest kochana przez wszystkich. Nie dlatego że jest wybitnie inteligentna, bogata czy wpływowa. Kochają ją dlatego, że jest życzliwym człowiekiem. Poświęca czas każdemu, kto do niej przyjdzie. Wysłucha zwierzeń, pozwoli się wypłakać w koszulę. Jest przy tym ciepła, wyrozumiała, nie krytykuje, nie ocenia i nie osądza. Po prostu słucha i czasem spokojnie doradza, ale nie nachalnie, tylko tak życzliwie. Ma na większość bolączek jakieś magiczne lekarstwo. Przy niej każdy czuje się dobrze, wie, że przy babci Róży nie musi być idealny. Każdemu człowiekowi potrzeba w życiu takiej babci Róży i najczęściej każdy ją ma w swoim otoczeniu, tylko często tego nie zauważa. Rozejrzyjcie się wokół, każda z was ma swoją babcię Różę – zapewniała pisarka.
Karolina Wilczyńska oprócz pisania, wykładów i prowadzenia fundacji ma swoje hobby. Haftuje obrazy, dzierga na drutach i szydełku. Czytelniczki chciały wiedzieć, skąd bierze na to czas.
– Mam dar rozciągania czasu – śmiała się autorka – po prostu robię jak najmniej rzeczy, których nie lubię. Staram się je ograniczać. Albo angażować innych, aby za mnie to robili. My kobiety mamy przecież w rękawie mnóstwo sposobów, aby przekonać innych do pomocy. Pisanie to dla mnie przyjemność, nie praca. I mam z niej pieniądze, obecnie utrzymują się właściwie jedynie z pisania.
Jeśli praca nie jest pracą, tylko przyjemnością, to okazuje się, że mamy mnóstwo czasu na przyjemności. To bardzo wielka oszczędność.
Słuchaczki chciały się również dowiedzieć, jak to jest z weną twórczą. Czy pisarka pracuje codziennie, czy też wyczekuje na natchnienie. Jak pracuje nad książkami.
– Na pewno nie traktuję pisania jak rzemiosło. Są takie dni, kiedy po prostu wiem, że nic nie napiszę. Wtedy odchodzę od laptopa. Tak się zdarza na przykład w upalne dni. Po prostu pisanie mi wtedy nie idzie. A jak to jest z tym natchnieniem? Moim jest samo życie, to ono jest moją weną twórczą, z niego czerpię inspirację. Z zasłyszanych od innych kobiet historii, z rozmów, licznych spotkań z ludźmi. Owszem, muszę robić jakieś pisarskie plany, ale nie są one aż tak bardzo skonkretyzowane. Mam w głowie historie, ale pozwalam się im rozwinąć, czekam, co do mnie powiedzą ich bohaterowie. Oczywiście każdy pisarz ma swój sposób na pisanie. Dla każdego coś innego – wyjaśnia Karolina Wilczyńska.
Czytelniczki zapytały również pisarki o terapeutyczną moc jej powieści.
– Myślę, że moje powieści pomagają niektórym kobietom, mam takie informacje zwrotne od moich czytelniczek. Czasami odnajdują siebie w bohaterkach, swoje rozterki, problemy, emocje. I czasem korzystają z ich doświadczenia. Albo uświadamiają sobie problem, a to już pierwszy krok do sukcesu. Tak, myślę, że moje powieści mają moc terapeutyczną. Po to je także piszę, żeby pokazać skomplikowany świat kobiecych emocji i pokazać światełko w tunelu, kiedy życie daje w kość.
Spotkanie było bardzo inspirujące, jego uczestniczki wyszły z niego bardzo zadowolone, być może z konstruktywnym przemyśleniami o swoim życiu i o sobie. Na koniec dyrektor Magdalena Lubda podziękowała pisarce i wręczyła jej kwiat wrzosu w doniczce, a niektóre ze słuchaczek zakupiły powieści Karoliny Wilczyńskiej opieczętowane specjalną, imienną dedykacją.