środa, 3 marca, 2021
info@echogminopolskich.pl
0
  • No products in the cart.
Dobrzeń Wielki

Topole poszły pod nóż…

Topole poszły pod nóż...

Była w Dobrzeniu ulica Topolowa, ale już jej nie ma. To znaczy, ulica jest, ale przyczyna, dla której ta ulica została tak nazwana, zniknęła.

Ktoś zgodził się na wycinkę siedmiu rosnących przy tej drodze olbrzymich topoli, a inni tę jego wolę wykonali. Z pewnością są w stanie wymienić sto powodów, dla których te topole trzeba było w trybie natychmiastowym uśmiercić. Ale mnie się to nie podoba, choć zdaję sobie sprawę z tego, że mój sprzeciw już tym topolom życia nie przywróci. A może się mylę, może nie mam racji, może zaistniała jakaś nadzwyczajna konieczność, że te posadzone około 1940 roku topole trzeba było w komplecie wyciąć. Chciałbym się dowiedzieć, jaka to była ta konieczność. Wiem, że topola nie jest drzewem długowiecznym, bo w zależności od gatunku rośnie od 100 do 200 lat, ale te topole, o ile mi wiadomo, nie okazywały jeszcze jakichś poważnych oznak starości, były zielone, a pnie, o czym można się jeszcze przekonać, oglądając to, co po topolach pozostało, nie były spróchniałe ani w jakiś inny sposób osłabione. Jeśli były na tych topolach jakieś uschnięte gałęzie, to należało je usunąć, a nie powalać od razu wszystkie siedem drzew.

Zastanawiam się, co w tym konkretnym przypadku mogło spowodować podjęcie tej nieszczesnej decyzji i stąd pozwolę sobie na nieco obszerniejsze dywagacje na temat stosunku ludzi do przyrody ożywionej i środowiska, w którym przychodzi nam żyć.

Ludzie jakoś tak lubią dzielić świat przyrody na zły i dobry, a kryterium tego podziału wynika jedynie z ludzkiej chęci zysku a niekiedy i pazerności, a niekiedy ze strachu i niewiedzy. Stąd w świecie zwierząt pojawiło się pojęcie: „szkodnik”, a w świecie roślinnym pojęcie: „chwast”. Szkodniki i chwasty trzeba bezwzględnie wytępić, najlepiej strzelając do nich, zastawiając pułapki, trując chemikaliami, wyrywając i wypalając i stosując mnóstwo innych metod służących eliminacji tego, co niepożądane.

Zgadzam się z tym, że niekiedy jesteśmy w stanie wojny z różnymi biologicznymi agresorami i takiego na przykład wirusa grypy trzeba koniecznie uśmiercić, zanim on zrobi to samo z nami. Ale przecież wymyśliliśmy też sobie mnóstwo przeciwników, z którymi ciągle walczymy, chociaż nie zagrażają naszemu życiu czy zdrowiu. Co nam zawiniła biedna pokrzywa, że jej tak nie lubimy, nawet gdy rośnie na poboczu drogi. Nie wiem, po co Pan Bóg stworzył komara, (też go nie lubię), ale widocznie do czegoś jest potrzebny. Trujemy stonkę, szczury, myszy, mrówki, trujemy chwasty. Najgorsze przy tym wszystkim jest to, że przy okazji trujemy samych siebie, bo tę całą chemię, którą zużywamy do walki ze szkodnikami i chwastami, liczoną w tysiącach ton, sami w końcu konsumujemy. W uprawach leśnych tylko posadzone drzewa mają preferencje, a wszystko inne „zielsko” jest eliminowane, albo sztucznie powstrzymane w rozwoju, do czasu, aż posadzony las sam zdoła się obronić. A przecież w pierwotnym lesie wszystkie rośliny miały równe szanse. Słyszałem już kilka razy z ust różnych leśników, że brzoza i topola w lesie to są chwasty i tak też są traktowane i co najwyżej tylko jako tako tolerowane. Liczy się tylko zysk. A ja nie wyobrażam sobie lasu bez brzóz…

Rozumiem – rolnik nie chce mieć perzu i ostu na polu, bo to obniża plony, leśnik dąży do tego, aby konkretna plantacja leśna dała jak najwięcej drewna. Ale rolnik trujący oset, perz, stonkę wytruwa też mnóstwo innych owadów, z jakże pożyteczną pszczołą na czele. Trudno tu znaleźć jakiś rozsądny kompromis.

Wróćmy jednak do naszych nieszczęsnych topoli i innych drzew, które stają się ofiarami ludzkiej działalności. Co skłania ludzi do wycinania takich stojących pojedynczo lub w małych grupach drzew. Zrozumiałe jest, że na pierwszym miejscu powinno być bezpieczeństwo. Suche konary i drzewa, które dobiegają kresu swojego żywota, należy bezwzględnie usuwać, jeśli mogłyby komukolwiek zagrozić. Ale i tu mamy paradoksy i chyba jakieś zaniedbania. W październiku 2017 roku w Dobrzeniu zginął człowiek zabity przez olbrzymi konar zerwany z usychającego drzewa. Nikt tego, stojącego przy ruchliwej drodze drzewa wcześniej nie wyciął, mimo że samo drzewo dawało już ostrzeżenia o tym, co może się stać, bo już kilka tygodni przed tragedią z października spadł tam nieco mniejszy, ale równie groźny konar. Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo wiedziały o istniejącym zagrożeniu, bo ten pierwszy konar został przez te służby pocięty na kawałki, które pozostały w rowie. Dlaczego więc nie podjęto wtedy natychmiastowej decyzji, o wycięciu tego groźnego drzewa i musiał najpierw zginąć człowiek, zanim się opamiętano? Czyżby teraźniejsze wycięcie topoli, było takim przegięciem w drugą stronę, takim swoistym „dmuchaniem na zimne”, aby już nigdy w Dobrzeniu do takiej tragedii nie doszło? Przy takim myśleniu zagrożone są wszystkie potężniejsze drzewa, jakie jeszcze gdzieś w okolicy ośmielają się rosnąć.

A przecież, o ile mi wiadomo, są specjaliści od oceny stanu drzew i ich należałoby zapytać. Nie wiem, czy uzyskano opinię jakiegoś poważnego dendrologa w sprawie wyciętych topoli. Dla mnie te topole były przede wszystkim pięknym elementem naszego krajobrazu, budziły podziw swą majestatycznością i były niestety już tylko nielicznymi przedstawicielami dużych i okazałych drzew, jakie rosną jeszcze w naszym bezpośrednim otoczeniu.

Pamiętam z czasów mojego dzieciństwa, że jadąc ulicą Korfantego w Chróścicach, mijało się na drodze prawie cały czas cień dużych drzew rosnących na przyległych posesjach. Wspaniałe wierzby płaczące, kasztanowce, topole, brzozy, jesiony, lipy itp. Dziś już wszystkie te drzewa są wycięte, a ich miejsce zajęły iglaki z tują na czele. Dlaczego? Bo ludziom przeszkadzają opadające jesienią liście, które trzeba sprzątać. Jakoś naszym przodkom liście nie przeszkadzały i hołubili te drzewa, a nam, niestety przeszkadzają. Wiem, że tak jest. Już nieraz słyszałem od niektórych mieszkańców Dobrzenia, że dobrze byłoby wyciąć wszystkie liściaste drzewa na cmentarzu obok kościoła św. Rocha i posadzić na ich miejsce iglaki tak jak to zrobiono na przykład w Chróścicach. Spadające liście im przeszkadzają, bo trzeba je sprzątać. A kto to powiedział, że trzeba? Sami to wymyślili, bo takie mają kryterium piękna i porządku. A ja chcę, by kiedyś na moim grobie liście sobie spokojnie leżały, by nikt ich nie ruszał i nie sprzątał. Liść to nie jest śmieć, tylko naturalny element przyrody. Wystarczy, że liście usunie się z brukowanych chodników, bo mokre grożą poślizgiem, a na trawie, na grobach, w rowach i poboczach dróg niech sobie spokojnie leżą, a przyroda sama sobie z nimi poradzi.

Mam nadzieję, że to nie liście były przyczyną pogromu nieszczęsnych topoli. Co jeszcze może ludzi skłaniać do pozbywania się drzew? Może chęć pozyskania drewna? I tak może być, bo niektórzy tylko pod tym kątem patrzą na drzewa. Opowiadał mi znajomy leśnik, że kiedy przeciętny człowiek wskazując na duże drzewo pyta drugiego przeciętnego człowieka,: „Jak myślisz, ile ono może mieć?”, to ten odpowiada na przykład 200 albo 300 lat, ale jeśli takie samo pytanie zadać leśnikowi, to w odpowiedzi usłyszymy: 15 albo 20 kubików. Tak jest, że niektórzy, widząc duże drzewo, zastanawiają się tylko nad tym, jaki mogłoby ono przynieść zysk.

Nie wiem więc, co uśmierciło nasze topole: strach przed niebezpieczeństwem? Liście? Zysk? A może jeszcze coś innego? Nie wiem… A nazwę ulicy Topolowej proponuję zmienić na: Nietopolowa… (fs)

Leave a Reply