Na intrygujące ogłoszenie trafiłem w gazecie z 14 grudnia 1882 roku. Zamieściłem je obok. Ogłoszenie było po niemiecku i po polsku, ale polski był jakiś taki nietypowy, więc podaję tę polską treść napisaną bardziej zrozumiale. Brzmiała ona tak:
„Ogłoszenie – Zły obyczaj i swawola, dawania prezentów na Boże Narodzenie, jest zniesiony i nie będą więcej takie prezenty dawane.”
Bardzo dziwne ogłoszenie. Jeszcze dziwniejsze jest to, że nikt się pod tym ogłoszeniem nie podpisał. To nie do przyjęcia w poważnej gazecie, a Oppelner Kreis-Blatt był gazetą absolutnie poważną. Był to oficjalny organ opolskiego starostwa, którego redaktorem w 1882 roku był królewski sekretarz powiatowy Kabus (Königlicher Kreis-Secretair Kabus).Jeśli w tak poważnej gazecie ktoś dawał niepodpisane ogłoszenie, to chyba musiał cieszyć się szczególnymi względami sekretarza powiatu. Przypuszczam zatem, że mogło to być ogłoszenie władz kościelnych, które jednak wolały pozostać anonimowe. Jest to oczywiście tylko moje przypuszczenie, które może być błędne.
Praktyka dawania prezentów w noc 24/25 grudnia jest i młoda, i stara. Jako obyczaj chrześcijański jest dość młoda. Jako obyczaj pogański (obyczaj np. dawnych Słowian), jest bardzo, bardzo stara. Warto zwrócić uwagę, że nawet nazwa świąt, której użyto w polskiej wersji „antypogańskiego rozgłoszenia” jest… pogańska. W religii dawnych Słowian, święta rozpoczynające się od 25 grudnia nazywało się „Szczodre Gody”. Były one okazją do obdarowywania się prezentami.
W języku rosyjskim gody to lata, god to rok. Dawni Słowianie dzielili rok na kwartały według przesileń słonecznych i równonocy. W noc 24/25 grudnia ustaje skracanie się dnia, czyli mamy przesilenie zimowe. Dzień zaczyna się wydłużać, czyli zwycięża nad nocą. Światłość zwycięża nad ciemnością. Dlatego, od najdawniejszych czasów było w tym dniu święto większości religii.
Kościół dążył do zastąpienia obyczajów pogańskich obyczajami chrześcijańskimi. Rozdawanie prezentów? – W porządku, ale niech to będzie np. 6 grudnia, w dniu św. Mikołaja, który podobno rozdawał prezenty. Można też dawać prezenty w Święto Trzech Króli, bo przecież oni nieśli dary (tak jest chyba we Francji). Ale dlaczego dawać prezenty na Boże Narodzenie? To nie uchodzi. To jest pogańskie.
O tym, że z prezentami na Boże Narodzenie jest kłopot, świadczy fakt, że nie uzgodniono, kto te prezenty przynosi. U nas, czyli na Górnym Śląsku, przynosi je Dzieciątko. Nigdzie więcej w Polsce tak nie jest, a jeśli nawet się zdarzy np. na Pomorzu, to zwykle wśród ludzi, którzy przenieśli się tam z Górnego Śląska. W Wielkopolsce i jej okolicach prezenty pod choinkę przynosi Gwiazdor. W południowo-wschodniej Polsce jednym przynosi prezenty Gwiazdka a innym Aniołek. W północno-wschodniej Polsce działa Dziadek Mróz. Jest jeszcze trochę mniej znanych rozdawców prezentów pod choinkę, ale zdecydowanej większości Polaków prezenty pod choinkę przynosi św. Mikołaj. Musi on po prostu obsłużyć dwa święta.
Jeśli „rozgłoszenie” było taką desperacką próbą zlikwidowania obyczaju prezentów pod choinkę, to nic to nie dało. Kupcy byli zainteresowani tym, by prezentów było jak najwięcej. Ważniejsi jednak od kupców byli zwykli ludzie, którym idea prezentów pod choinkę podobała się. Pamiętać trzeba, że już starożytni Ślązacy mawiali, iż „Vox populi, vox Dei”, czyli „Głos ludu, głosem Boga”. A skoro głos ludu, głosem Boga, to, parafrazując rejenta Milczka, należałoby powiedzieć: „Niech się dzieje wola ludu, z nią się zawsze zgadzać trzeba”. Wygląda na to, że w przypadku prezentów pod choinkę, kościół pogodził się z wolą ludu.
Kościół pogodził się z wolą ludu, ale nie wszyscy pogodzili się. Głodny prezentów lud chciał, by w okresie przedświątecznym kupcy obdarowywali klientów prezencikami dodawanymi do zakupów. Fajnie jest zrobić zakupy i jeszcze dostać przy tym ekstra prezencik. Kupcom jednak nie za bardzo to się podobało. Ustępowali, bo gdyby prezencików nie dawali, to klienci poszliby do konkurencji. W sumie jednak było to niemądre, bo koszt prezencików kupcy i tak musieli wliczyć do cen towarów. Było więc tak, że klient dostawał prezencik, ale za to płacił drożej za kupione towary. To znów wywoływało pretensje klientów do kupców o zawyżanie cen. Skoro więc kupcy i tak skazani byli na pretensje albo za brak prezencików, albo za wyższe ceny towarów, to już lepiej było dla kupców zrezygnować z prezencików, które były przecież dodatkowym kłopotem. Przykładem może tu być wspólne ogłoszenie, które 12 grudnia 1901 roku zamieściło w Oppelner Kreis-Blatt dwunastu kupców z Dobrzenia Wielkiego. Kupcy informowali mniej więcej tak:
„Z powodu wysokich cen, które musimy w tym roku płacić za towary, jak również z powodu wzrostu konkurencji, zdecydowali niżej podpisani nie dawać w tym roku żadnych prezentów bożonarodzeniowych swym klientom.”
Dzięki temu ogłoszeniu wiemy, że w 1901 roku było w Dobrzeniu Wielkim dwanaście sklepów (mało prawdopodobne, że ktoś się wyłamał z kupieckiego porozumienia) i wiemy też, kto je prowadził.
Piotr Badura