Gol zdobyty w 16. minucie meczu zadecydował o skromnym, ale zasłużonym triumfie Śląska Łubniany nad LZS-em Skorogoszcz. Wygrał ten, kto był skuteczniejszy w ataku i obronie, jednak remis również byłyby sprawiedliwym wynikiem. Spotkanie odbyło się w sobotę, 15 października, w ramach 11. kolejki klasy okręgowej gr. I.
Gdy tuż po pierwszym gwizdku Śląsk ruszył na swoich gości było jasne, że gol otwierający wynik wisi w powietrzu. Miejscowi musieli jednak chwilę na niego poczekać, można powiedzieć, że w myśl zasady „do trzech razy sztuka”. Najpierw bowiem zakończyli swoje dwie akcje uderzeniami w poprzeczkę, a dopiero za trzecim razem pokonali strzegącego skorogoskiej bramki Kewina Walę.
Stało się to w 16. minucie, gdy Dawid Miroszka wypuścił podaniem po ziemi Michaela Komora, a ten dopadł piłkę, podbiegł pod bramkę i posłał ją do siatki. Jak się potem okazało: na tym skończyły się gole w meczu Śląska Łubniany z LZS-em Skorogoszcz. Do końca pierwszej połowy miejscowi mogli jeszcze powiększyć ten wynik, ale brakowało im skuteczności. Przyjezdni natomiast próbowali swoich sił po kontrach i ze stałych fragmentów gry.
– W pierwszych minutach przeciwnik dominował nad nami i udokumentował to golem. W ogóle cała pierwsza połowa należała do Śląska. Jednak po przerwie gra odbywała się już pod nasze dyktando – mówił Marcin Feć, trener LZS-u Skorogoszcz. – Stworzyliśmy kilka dobrych sytuacji, przedostawaliśmy się pod pole karne rywali, ale niewiele z tego wynikało, bo brakowało wykończenia akcji. Mogę być zadowolony ze swoich podopiecznych, ci młodzi zawodnicy zostawili dziś na boisku kawał serducha, a wszystko po to, by zremisować.
Pierwszą okazją bramkową drugiej połowy był niewykorzystany przez Śląsk rzut wolny. Jednocześnie coraz większą inicjatywę zaczął wykazywać LZS Skorogoszcz, który walczył o gola wyrównującego. Najbliżej szczęścia był Sławomir Tramsz, który w 64. minucie wszedł na boisko, a w 66. trafił do bramki. Sęk w tym, że ze spalonego, dlatego wciąż było 1-0 dla drużyny z Łubnian. Ona również próbowała zdobyć gola, ale jej goście nie dali już wymanewrować się po raz drugi. Sami też nie zdołali zmienić losów meczu i choć spisali się nieźle, do Skorogoszczy wrócili bez punktów.
– Zasłużyliśmy na to zwycięstwo, już po pierwszej połowie mogło być 2-0 lub 3-0. W drugiej gra była jednak szarpana, ale mimo to wywalczyliśmy komplet punktów. To cenna zdobycz, z której bardzo się cieszymy – podkreślał Damian Filla, zawodnik Śląska. – Skupiamy się na każdym kolejnym meczu, chcemy wygrywać i oczywiście powalczyć o najwyższe lokaty. Może oprócz 1. miejsca, bo Iprime Bogacica odjechało już reszcie stawki. W tej lidze każdy mecz jest trudny, w każdym trzeba walczyć i wybiegać wygraną. Co będzie dalej? Zobaczymy.
Śląsk Łubniany i LZS Skorogoszcz to jedni z faworytów do zajęcia 2. miejsca, które daje prawo do gry w barażach o awans do 4. ligi. Mecz pomiędzy tymi dwiema ekipami był więc spotkaniem o przysłowiowe „6 punktów”. A co z 1. lokatą? Realiści już o niej nie myślą – zajmujące ją Iprime Bogacica w tym sezonie nie ma sobie równych. Jest jeszcze silniejsza niż kilka miesięcy temu, gdy rywalizowała o awans ze Stegu Startem Jełowa.
Śląsk Łubniany – LZS Skorogoszcz 1-0 (1-0)
Bramka: 16. Michael Komor (1-0).
Śląsk: Speda – Komor (38. Markiewicz), Budnik, Pastuszek, Perz (56. Ptak), Gryl (62. Bednarski), Fuhl (87. Juszczyk), Fille, Cieśliński (75. Semik), Pietrakowski, Miroszka. Trener: Tomasz Piwowarczyk.
Skorogoszcz: Wala – Stupak, Ogórek, Chruściel, Witkowski, Janeczek (73. Kulik), Rożnowicz (79. Orzeł), Zajączkowski, Półtorak (64. S. Tramsz), K. Tramsz, Bogdan. Trener: Marcin Feć.
Żółte kartki: Gryl, Filla, Pietrakowski – Stupak, Feć (trener).
Czerwona kartka: 86. Ogórek (akcja ratunkowa).
Sędziował: Paweł Kapusta.
fot. Tomasz Chabior