Po wywołaniu sensacji na szczeblu regionalnym, przygoda Stegu Startu Jełowa z Pucharem Polski zakończyła się w I rundzie szczebla ogólnopolskiego. Zagłębie Lubin z PKO Ekstraklasy okazało się już zbyt mocne dla jełowian, ale 0-4 przy czterech klasach rozgrywkowych różnicy to żaden wstyd.
Mecz odbył 30 sierpnia na stadionie Odry Opole, ten w Jełowej nie spełnia bowiem wymagań rozgrywek ogólnopolskich, do których należy Puchar Polski. Już do samej 4. ligi dopuszczono go warunkowo. Zresztą, skoro Start wylosował Zagłębie, to wypadało rozegrać to historyczne spotkanie na stadionie, który pomieści większą liczbę widzów.
Tym razem wcale nie chodziło o wywołanie kolejnej sensacji i awans do 1/16 finału, choć byłoby to piękną historią. Stegu Start Jełowa absolutnie nie był faworytem, a kurs na jego zwycięstwo u bukmacherów wynosił nawet 65:1. Gospodarze wybiegli więc na murawę po to, by dobrze się bawić oraz przeżywać być może pierwszą i ostatnią taką przygodę w życiu.
– Początek przespaliśmy, straciliśmy dwa gole po rzutach rożnych i to nas zdeprymowało. W drugiej połowie, gdy emocje już opadły, spisywaliśmy się o wiele lepiej. Zagłębie Lubin to klasa sama w sobie, mecz przeciwko temu zespołowi był dla nas świętem. Zapamiętamy ten dzień bardzo dobrze – ocenił Roman Forma, stoper Startu. – Kibice dopingowali nas tak, jakbyśmy zwyciężyli. Już podczas wiosennych pucharów i walki o awans do 4. ligi pokazali, na co ich stać. Dziś potwierdzili, że są jednymi z najwspanialszych fanów na Opolszczyźnie. Stworzyli fenomenalną atmosferę, dla takich właśnie chwil gramy w tę amatorską piłkę.
Najpierw trema, potem dobra druga połowa
Gdy Aleks Ławniczak już w 5. min dał Zagłębiu prowadzenie, a w 9. min Mateusz Bartolewski trafił na 2-0, mogło się wydawać, że w tym pojedynku Dawida z Goliatem padnie dwucyfrowy wynik. Nic bardziej mylnego, strzelanie zakończył Filip Starzyński, który pokonał Marcina Kaczmarczyka w 39. i 43. min.
Do przerwy było więc 4-0, a w drugiej połowie kibice nie zobaczyli już ani jednego gola. Były jednak ku temu okazje, ale jełowianie zagrali tak, jak w majowym finale regionalnego pucharu przeciwko Polonii Nysa. Obrona zamurowała bramkę, a Marcin Kaczmarczyk wyciągnął co najmniej dwie „setki”. Mało to! Start również atakował, ale był niegroźny.
Stokowiec pochwalił Start
– Fajnie, że przeciwnik nie cofnął się dramatycznie i nie tylko się bronił, lecz także podchodził pod naszą bramkę. Gratuluję Startowi dobrej postawy i awansu na ten szczebel. Cieszę się, że w pierwszej połowie szybko zdobyliśmy cztery gole i kontrolowaliśmy mecz, choć musimy jeszcze popracować nad skutecznością – ocenił Piotr Stokowiec, trener Zagłębia. – Wystawiłem przecież trzech napastników, spośród których żaden nie wpisał się na listę strzelców. Podeszliśmy do meczu z wielką uwagą, każdy klub ma przecież swoje Waterloo. W tego typu pojedynkach ekstraklasowe zespoły mają niewiele do zyskania, ale bardzo wiele do stracenia.
Przypomnijmy, że Stegu Start Jełowa awansował do I rundy Pucharu Polski wygrywając Wojewódzki Puchar Polski. Zrobił to jako pierwsza w historii ekipa z Opolszczyzny grająca w klasie okręgowej. Jełowanie zwyciężyli kolejno nad: Czarnymi Otmuchów (7-3), Pogonią Prudnik (5-1), LZS-em Kuniów (4-2), Fortuną Głogówek (4-2), LZS-em Starowice Dolne (4-4, k. 5-4) i Polonią Nysa (0-0, k. 4-1).
Do tej pory na szczeblu centralnym nasz region reprezentowały głównie takie tuzy, jak Polonia Nysa, Stal Brzeg czy Ruch Zdzieszowice. Ostatnia z tych ekip doszła nawet do 1/8 finału, w której zmierzyła się z Legią Warszawa. Pamiętny pojedynek odbył się we wrześniu 2017 roku, również na stadionie Odry Opole. Ruch przegrał wtedy 0-4, więc tyle samo, ile teraz Start z Zagłębiem.
Tomasz Chabior