23 lutego przez Stare Siołkowice przeszedł niedźwiedź ze swoją świtą, siejąc wokół zamęt i zamieszania, wyciągając mieszkańców na podwórza swoich domostw i tańcząc z gospodyniami przy dźwiękach muzyki.
W robieniu wielkiego hałasu pomagała mu cała wesoła świta przebierańców. Kominiarz smarował domowników sadzą, policjantka i strażacy wręczali mandaty, cyganka przepowiadała wspaniałą przyszłość, a służba medyczna rozdawała recepty na dobre i udane życie… Wodzenie niedźwiedzia od domu do domu ma jeden cel. Przegonić z sołectwa misia, a z nim zimę, niedostatek, zimową chandrę i przywołać wiosnę, nowe początki, radość i słońce. Zapewnić sobie dostatni rok, pełen urodzaju na polach i łąkach.
Orszak niedźwiedzi wprowadza oprócz zamieszania i hałasu wiele radości, śmiechu i zabawy. Mieszkańcy chętnie przyjmują nietypowych gości w swoich domostwach, wrzucają datki do misiowej puszki (przeznaczane na różne potrzeby sołeckiej społeczności) i chętnie częstują słodyczami, ciepłym posiłkiem i różnego rodzaju napojami, w tym również wyskokowymi.
W tym roku siołkowicki ber postawił sobie ambitny cel i wydłużył trasę swojego przemarszu, włączając w nią Nowe Siołkowice, które odwiedził w niedzielę 24 lutego.
Organizatorem dorocznego przedsięwzięcia jest rada sołecka z sołtys Danutą Izydorczyk i Iwoną Wilpert – głównymi koordynatorkami na czele oraz Caritas parafialny i Stowarzyszenie Nasza Wieś Stare Siołkowice. Strażacy również włączają się w organizację imprezy.
Wodzenie w Starych Siołkowicach kończy się nie tylko zabawą dla dorosłych mieszkańców, ale również balem dla dzieci. Na to wydarzenie maluchy czekają z niecierpliwością cały rok.
Sala w Restauracji Śtantin zapełnia się w tym dniu po brzegi dzieciakami, ich rodzicami i oczywiście członkami niedźwiedziego orszaku.
Kiedy maluchy zakończą swoje harce, za stołami zasiadają dorośli, biesiadując i tańcząc do białego rana.