Podczas XIII. już spotkania kolędowego, które odbyło się 20 stycznia na sali Domu Kultury w Karłowicach, panował pozytywny harmider. Sala zapełniona była po brzegi, karłowiczanie jak zwykle dopisali, uczestnicząc w zorganizowanym dla nich przedsięwzięciu. Na widowni zasiadło ponad 150 osób, dziadków, rodziców, dzieci, przedstawicieli młodego i starszego pokolenia.
Wśród gości byli również przedstawiciele lokalnych władz samorządowych oraz dyrektorzy placówek oświatowych i kulturalnych.
Organizatorem karłowickiego spotkania kolędowego jest Jolanta Bernacka ze swoją Radą Sołecką, Koło Gospodyń Wiejskich, Polski Związek Emerytów i Rencistów oraz Ochotnicza Straż Pożarna.
Wieczór kolędowy poprowadził Szymon Dobrzański – opiekun muzyczny zespołu Lira.
Przed liczną publicznością świąteczny repertuar zaprezentowały maluchy z karłowickiego przedszkola, uczniowie szkoły podstawowej, zespół wokalny Pszczółki pod kierownictwem Roberta Sochy, zespół Lira oraz gość specjalny, młodzi podopieczni z Domu Dziecka w Brzegu.
Na skonstruowanej na wzór stajenki scenie, artyści śpiewali znane i mniej znane kolędy polskie, piosenki świąteczne oraz pastorałki, a wychowankowie Domu Dziecka przedstawili tradycyjne jasełka. Oprawę muzyczną i akompaniament zapewnili muzycy Szymon Dobrzański i Robert Socha.
W trakcie występów panowała serdeczna i luźna atmosfera. Najmłodsze dzieciaki biegały po sali w strojach aniołków, pasterzy i królów, pałaszując przygotowany przez organizatora poczęstunek. Starsze dzieci siedziały na krzesłach ze starszymi i oglądali akcje dziejącą się na scenie, włączając się we wspólne śpiewanie i gromkie oklaskiwanie aktorów.
Mamy z przedszkolnej Rady Rodziców sprzedawały upieczone przez siebie ciasta, a dla małych artystów przygotowano kulinarną niespodziankę – pizzę.
Nie wiem, jak robią to karłowiczanie, że mimo różnic kulturowych, różnych miejsc pochodzenia, pewnie różnych zapatrywań na wiele spraw, potrafią się tak jednoczyć i tworzyć wspólnotę, w której naprawdę bardzo miło się przebywa, gdzie osoba z zewnątrz zostaje od razu „przygarnięta” i którą otaczają zewsząd szczere uśmiechy, często osób nieznanych, zupełnie obcych.
Ewenementem jest również frekwencja na różnego rodzaju miejscowych imprezach. Wiele razy uczestniczyłam w takich wydarzeniach i za każdym razem Dom Kultury jest pełen, a to wcale tak często się nie zdarza. Wśród sołeckich inicjatyw, na których staram się bywać regularnie, sytuacja podobnie wygląda tylko w Starych Siołkowicach i Kurzniach. Tam również mieszkańcy potrafią się skrzyknąć, docenić wysiłek organizatorów i pożytek, jaki daje wspólnie spędzony czas.